Czwartek 8 czerwca

Czwartek 8 czerwca

 

„Jezus z uczniami przyszedł do posiadłości zwanej Getsemani, i rzekł do nich: „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę”. (…) I odszedłszy nieco dalej do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!” Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: „Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną?”

Czytany dzisiaj fragment Ewangelii ukazuje nam, że niezależnie od tego, jak bliskich mielibyśmy przyjaciół i jak liczne grono znajomych, to oni i tak nie zastąpią nam relacji z Bogiem. Choćby byli dla nas najlepsi jak potrafią, nigdy nie mamy pewności, że nas nie zawiodą, co więcej – prawdopodobnie tak się zdarzy, bo tak jak my – są tylko ludźmi. Jezus bardzo kochał swoich uczniów, co pokazuje braterskimi relacjami z nimi, słowami miłości, wspólnie spędzanym czasem, a przede wszystkim – oddaniem za nich życia. Mimo to, nie zapominał, że jest na Ziemi, by pełnić wolę Ojca. Warto pomyśleć chwilkę, czy my potrafimy oderwać się choć na moment od rodziny, znajomych, aby spędzić czas sam na sam z Bogiem? Pielęgnowanie relacji z najbliższymi, z drugim człowiekiem, jest bardzo ważne, ale jeszcze ważniejsza jest relacja z Bogiem, bo to dopiero ona pozwala nam dobrze budować inne. Jezus po modlitwie idzie do uczniów, którzy zamiast czuwać przy Nim – śpią w najlepsze. A mimo to, mówi do nich z miłością. Możemy powiedzieć, że Jezusowi łatwo kochać nas mimo wszystko, bo sam jest Bogiem, sam jest Miłością. Jeśli chodzi o nas – potrzebujemy Boga, aby umieć przebaczać, kiedy ktoś nas zawodzi, gdy myślimy, że już dość, że nie chcemy tej osoby znać. Kiedy trzymamy się blisko Boga i do Niego zanosimy nasz żal i ból z powodu jakiegoś zawodu, czy kolejnej zadanej przykrości, wtedy „nie 7, a 77” staje się możliwe. Boże, prosimy nie pozwól nam na zaślepienie światowymi „pocieszaczami”, otwieraj nasze oczy, ucz nas widzieć sercem, w którym zawsze (choć czasem głęboko), tak naprawdę jest ukryte pragnienie Ciebie. Ty przychodzisz do naszych marności, kiedy wraz ze zmrokiem zwalniamy tempa, nasza zaradność, siła i duma tak widoczne za dnia odchodzą wraz z zachodzącym słońcem i ciemną nocą przy zapalonej świecy wylewamy przed Tobą swoje żale, czasem gryząc z bólu pięści, drżąc z lęku, jak Jezus w Ogrójcu. Z lęku przed chorobą żony, przed samotnością, przed uzależnieniem ukochanego syna, który zamknięty w sobie odrzuca pomocną dłoń własnej matki, przed kolejnym dniem w szkole, w której wraz z porannym dzwonkiem rozbrzmiewają wyzwiska i pogardliwe spojrzenia. Wchodzisz w to Panie, otwierasz nasze zaciśnięte pięści, dotykasz ran wypełniając je kojącym pokojem. Choćby przyszedł strach przed jutrzejszym krzyżem, nie pozwól nam zwątpić Panie w to, że z nami Jesteś. W absolutnie wszystkim – bądź uwielbiony!

Poprzedni wpis | 2017-6-07Środa 7 czerwca
Następny wpis | 2017-6-09Niedziela 11 czerwca

Zostaw komentarz