Wtorek 19 października

CZUJNOŚĆ W MIŁOŚCI

2. Walka w drobnych rzeczach pozwoli nam zachować czujność.


Na moich czatach stać będę, udam się na miejsce czuwania, śledząc pilnie, by poznać, co On powie do mnie, jaką odpowiedź da na moją skargę. Komentując te słowa Proroka, św. Bernard wzywa nas: Bracia, bądźmy również czujni, bo teraz jest godzina walki. Należy walczyć codziennie, często w sprawach drobnych, ponieważ ciągle napotykamy trudności, które nas oddzielają od Boga. Często ta troska o utrzymanie się w stanie czuwania wyrazi się w dokładnym wypełnianiu aktów pobożności, tych spotkań z Panem, które napełniają nas siłą i pokojem. Nie powinniśmy zaniedbywać ich z powodu wahań nastroju i uzależniać od zmiennych uczuć.

Nasza walka to także praktykowanie miłości bliźniego, formowanie swojego charakteru, ciągłe staranie, by być serdecznym, służyć innym, mieć dobry humor. Może powinniśmy staranniej wykonać swoją pracę, nie lekceważyć punktualności, dbać o swoją formację ludzką, zawodową i duchową… Ta czujność, jak w przypadku strażnika, który pilnuje porządku i bezpieczeństwa, nie zapewnia nam zwycięstwa zawsze. Obok zwycięstw będą także porażki – nie uda się osiągnąć zamierzonych celów, nie zrealizujemy poczynionych postanowień… Wiele z tych potknięć zwykle nie będzie miało wielkiego znaczenia, ale niektóre z nich będą poważne, wówczas skrucha i zadośćuczynienie jeszcze bardziej przybliżą nas do Pana i podniosą na duchu, aby rozpocząć od nowa. „Poważną sprawą – pisze św. Jan Chryzostom- jest nie sam upadek podczas walki, ale trwanie w nim; nie to jest najważniejsze, że ktoś na wojnie odniesie rany, ale to, że zrozpaczony po otrzymaniu ciosu nie będzie chciał ich leczyć.

Nie zapominajmy o tym, że podczas walki w małych sprawach dusza umacnia się i łatwiej przyjmuje natchnienia Ducha Świętego. I odwrotnie – zaniedbując to, co pozornie wydaje się mało ważne – punktualność, poświęcenie Panu najlepszego czasu na modlitwę, drobne umartwienia przy posiłkach, strzeżenie zmysłów…”- odsłaniamy owe słabe miejsca, gdzie nieprzyjaciela trudno pokonać. „Musimy pamiętać, że największym nieprzyjacielem skały nie jest ani kilof, ani młot, ani uderzenie jakiegokolwiek innego narzędzia, nawet najbardziej ostrego narzędzia: jest nim nieustanny przepływ wody, kropla po kropli, przez szczeliny skały aż do zrujnowania jej struktury. Największym niebezpieczeństwem chrześcijanina jest lekceważenie tych małych, najmniejszych potyczek, które powoli czynią duszę słabą, obojętną i nieczułą na dźwięk głosu Boga.

Poprzedni wpis | 2010-10-19Poniedziałek 18 października
Następny wpis | 2010-10-19Środa 20 października

Zostaw komentarz