Wtorek 6 lipca

WALKA ASCETYCZNA

2. Aby iść za Chrystusem, potrzebny jest codzienny, radosny i pokorny wysiłek.


Pewien górski wędrowiec podążał do schroniska w wysokich górach. Ścieżka wznosiła się coraz wyżej, i czasem trudno było postawić kolejny krok. Chłód smagał go po twarzy, ale miejsce to sprawiało wielkie wrażenie dzięki panującemu tam milczeniu i pięknu krajobrazu.

Proste i toporne schronisko okazało się bardzo przytulne. Szybko dostrzegł na kominie napis, z którym całkowicie się zgadzał: „Moje miejsce jest na szczycie”, Tam jest również nasze miejsce: na szczycie, przy Chrystusie, w ciągłym dążeniu do świętości tam, gdzie żyjemy, i pomimo tego, że dobrze wiemy, z jakiej gliny jesteśmy ulepieni, znamy swoje słabości i upadki. Wiemy także, że Pan domaga się od nas małego, codziennego wysiłku, nieustannej walki z namiętnościami, które starają się ściągnąć nas w dół,: domaga się, byśmy nie pertraktowali z wadami i błędami. W tej walce pozwoli nam wytrwać miłość, głęboka miłość do Chrystusa, którego ustawicznie szukamy.

Walka ascetyczna chrześcijanina powinna być pozytywna, radosna, stała, w „duchu sportowym”. „Świętość posiada giętkość rozluźnionych mięśni. Ten, kto chce być świętym, potrafi tak się rozluźnić, że podczas gdy czyni coś, co go umartwia, pomija -jeśli tylko nie obraża to Boga – coś innego, co również wiele go kosztuje, i dziękuje Panu za taki komfort. Gdybyśmy jako chrześcijanie postępowali inaczej, stalibyśmy się sztywni, bez życia, jak kukły. Świętość nie ma sztywności kartonu: umie się uśmiechać, ustępować, czekać. Jest życiem – życiem nadprzyrodzonym.

W walce wewnętrznej doznamy także porażek. Wiele z nich będzie nieznaczących, inne znów będą poważne, ale żal i zadośćuczynienie jeszcze bardziej zbliżą nas do Pana. I nawet gdybyśmy rozbili na kawałki to, co posiadamy najcenniejszego w naszym życiu, o ile będziemy pokorni, Bóg potrafi to złożyć na nowo. On zawsze przebacza i pomaga, ilekroć zwrócimy się do Niego ze skruszonym sercem. Musimy nauczyć się często zaczynać od nowa: z nową radością i z nową pokorą. Bo chociaż bardzo obraziło się Boga oraz wyrządziło szkodę innym, a żywi się prawdziwą skruchę i prowadzi życie pokutne, można później jeszcze bardziej przybliżyć się do Pana w tym i w przyszłym życiu. Pokora, szczerość, skrucha… i ciągle rozpoczynanie od nowa.

Bóg liczy się z naszą słabością i zawsze przebacza, ale trzeba być szczerym, żałować i chcieć się podźwignąć. Ilekroć rozpoczynamy od nowa, w niebie wybucha ogromna radość. Dlatego w naszej drodze musimy czynić to wiele razy, ponieważ zawsze doznamy jakichś upadków, braków, słabości czy grzechów. Oby nam nigdy nie zabrakło szczerości w przyznaniu się do tego i otwarcia duszy przed Panem w Najświętszym Sakramencie i w kierownictwie duchowym.

Poprzedni wpis | 2010-7-03Poniedziałek 5 lipca
Następny wpis | 2010-7-03Środa 7 lipca

Zostaw komentarz